Jedzenie na życzenie

po godzinach | 16.07.2014 08:00

 

- Muszę napisać coś o ekologii…

- Ekologii? Idź lepiej wyrzuć śmieci.
 

I tak od słowa do słowa, rozważając potencjalne „przeciw”, nareszcie znalazło się „za”. Zainspirowane dokumentem „In vitro na talerzu”.

 

Do pełna, proszę!

 

4 procent powierzchni Ziemi zajmują uprawy związane z bezpośrednim żywieniem człowieka. Ale wedle skromnych szacunków – aż 30 procent naszej planety to… pastwiska. Na nich beczące, muczące, chrumkające oraz wydające wszelkie inne dźwięki stworzenia jadalne. Stworzenia odpowiedzialne za produkcję 40 procent światowej emisji metanu i 5 procent dwutlenku węgla – czyli tyle co Indie czy Rosja. Ale to przyszłe jedzenie również je. W USA zwierzęta hodowane na pożywienie zjadają 90 procent upraw soi, 80 procent kukurydzy i 70 procent innych zbóż uprawianych w Stanach!


Produkcja mięsa z roku na rok rośnie, a jego spożycie – również przybierze tendencję wzrostową. Bo choć w krajach mniej zamożnych konsumują zaledwie 30 kilogramów per capita, bogatsi pochłaniają około 80 kilogramów rocznie. Polacy utrzymują się w ścisłej czołówce z wynikiem blisko 76 kilo miąs wszelakich.


Ale to nie my, Polacy, kształtować będziemy przyszły rynek. Zrobią to Chińczycy. 50 lat temu przeciętny mieszkaniec kraju za murem mógł sobie pozwolić na nieco ponad 3,5 kilograma takich rarytasów rocznie. Nieco ponad 10 lat temu – zjadł już z górą 50 kilogramów. Teraz sięga 60 i rośnie. Chińczycy pożerają ponad ćwierć światowej produkcji mięsa, dwukrotnie więcej niż tak zwani Amerykanie z USA. I choć statystycznie rzecz biorąc – jest ich najwięcej – więc wolno im, to niewielu zwraca uwagę na pewien niepokojący fakt. Fakt ten to wzrost gospodarczy. Chiny są drugą gospodarką na świecie, a miliard i 350 milionów ludzi bogaci się z roku na rok. W 2010 roku dochód na głowę wynosił 5600 dolarów, w ubiegłym już 9800. I obywatele Chin dość mają ryżu z brukwią.


Kiedy bogaci Chińczycy zapragną na euroamerykańską modłę nurzać się w mięsie - krowy, świnie i drób wszelaki zwyczajnie zmuszone będą sięgnąć po nowy Lebensraum. A gazy i odchody zatrują środowisko. O ile będziemy je w stanie wykarmić…


Laboratoryjna alternatywa


Do 2050 roku liczba ludności ma przekroczyć 9 miliardów. Jeśli nie przestaniemy marnować żywności – a póki korporacjom zależy na jak największej sprzedaży –  grozi nam głód. A przynajmniej głód mięsa. Zrozumiał to dr Mark Post z Holandii i postanowił mięso… stworzyć. Dwa lata prac i nieco ponad 300 tysięcy dolarów zaowocowały… wyhodowaniem hamburgera. Z komórek macierzystych krowy wyrosły włókna tkanki mięśniowej, które nie zawierają w ogóle tłuszczu. 20 tysięcy takich mięsnych nitek pozwoliło przygotować hamburgera. Degustacja odbyła się w naukowym gronie i oczywiście zdania były podzielone. Dla jednych vitro-burger smakował jak normalne mięso, dla innych był nieco zbyt suchy, byli i tacy, którzy porównali jego smak do odżywki proteinowej. Najważniejsze jednak, że stworzono „żywe” mięso, które nie je, nie pije, nie wydziela gazów i innych produktów przemiany materii, nie potrzebuje pastwiska i całej infrastruktury, nie gromadzi wokół siebie niechętnych mu przeciwników uboju takiego czy innego, a nawet doskonale wpisuje się w wyobrażenie coraz większej części młodego społeczeństwa, jakoby pochodziło z… marketu.


Skrzydełko czy nóżka?


Dr Mark Post twierdzi, że w ciągu dziesięciu lat dopracuje metodę wytwarzania mięsa. Chce je uzupełnić o krew i tłuszcz. Jeśli dobrze pójdzie -- naukowcy swobodnie mogliby serwować nam zdrowe – bo niezatrute toksynami z powietrza, wody, karmy i bez chorób - mięso praktycznie każdego żyjącego (lub przynajmniej zamrożonego) zwierzęcia na świecie. Nóżkę, schab, karczek, bez tłuszczu lub ze zdrowym, wyhodowanym omega… ile trzeba.


Naukowiec uważa, że gdyby jego metodę wytwarzania mięsa wprowadzić na większą skalę – koszt produkcji kilograma wołowiny wyniósłby około 60 dolarów. Drogo? Niekoniecznie. Spójrzcie na to globalnie. Hodowanie milionów zwierząt na ubój, to nie tylko tony nawozu, gazy i zanieczyszczenie środowiska. To też woda, tereny, pasza, transport, paliwo, energia. I zanieczyszczenie środowiska.


A smak? Tego nie wiem. Ale wiem, że zawsze będzie musztarda.