Na ratunek świnkom

eco energia | 16.10.2014 08:05

Stowarzyszenie Pomocy Świnkom Morskim, to niezwykła organizacja, która opiekuje się polaboratyjnymi, porzuconymi i niechcianymi gryzoniami. W swojej pracy spotykają się ze szczęśliwymi, ale także tragicznymi historiami. Nasza redakcja przeprowadziła wywiad z Moniką Chomentowską – Gluzą, jedną z osób najbardziej zaangażowanych w pomoc tym zwierzętom.

 

 

 

Kiedy powstało Państwa Stowarzyszenie i jakie są jego cele?

 

Stowarzyszenie zostało oficjalnie zarejestrowanie w sierpniu 2009r.  Wcześniej, od stycznia 2007 r, działało jako nieformalny klub sympatyków świnek morskich na forum "Dogomania". Nasze główne cele to propagowanie wiedzy na temat właściwej opieki nad gryzoniami, zwłaszcza  nad świnkami morskimi,  opieka nad  zwierzętami polaboratoryjnymi, porzuconymi i niechcianymi oraz szukanie im nowych domów. Staramy się zapobiegać niekontrolowanemu rozmnażaniu świnek morskich w warunkach domowych przez pokazywanie ludziom, na jakie zagrożenia narażone jest zwierzę oddane w nieodpowiednie ręce. Nasza grupa to kilkadziesiąt osób w całej Polsce, działamy wyłącznie na zasadach wolontariatu.

 

Ilu świnkom udało się do tej pory pomóc i w jaki sposób?

 

Do tej pory udało się znaleźć domy dla około 3000 świnek. Pomogliśmy też 73 koszatniczkom, 13 chomikom i jednej szynszyli. Obecnie pod opieką Stowarzyszenia znajduje się około 100 zwierząt, w tym 7 tzw. "wiecznych tymczasów" - świnek, które są tak chore, że mają nikłe szanse na nowy dom.

 

Która historia uratowanej świnki morskiej wzruszyła Państwa najbardziej?

 

Wzruszających historii jest wiele, są te ze szczęśliwym zakończeniem, jak w wypadku połamanej  Malwinki, która była przeznaczona do uśpienia przez swoich właścicieli z powodu kosztów leczenia, a dziś jest  już zdrową, sprawną świnką i  mieszka wraz z koleżanką Bunią w nowym domu w Bielsku -Białej. Albo ta o Rambo-Bambo, który mimo ciągłych problemów ze zdrowiem od dwóch lat cieszy się życiem.  Jednak nie wszystkie historie kończą się happy endem. Rok temu odebraliśmy Łapka, świnkę skinny w stanie skrajnego niedożywienia, z łapką wyrwaną ze stawu biodrowego. Łapkowi nie udało się pomóc. Tragiczny był też koniec życia odebranej z pseudo-hodowli kilkumiesięcznej Klementynki,chorej i ciężarnej która wykrwawiła się rodząc młode. Takie historie głęboko zapadają w pamięć.

Najbardziej bolesna jest świadomość, że w setkach pseudo-hodowli w całym kraju te zwierzęta traktowane są jak żywe maszynki do rodzenia młodych, żyją w brudzie, ścisku, źle odżywiane i nieleczone. Po wyeksploatowaniu zwykle oddaje się je na karmę dla gadów. Młode sprzedaje się w sklepach zoologicznych po 30-50 zł. Wszystko to odbywa się poza wszelką kontrolą weterynaryjną czy sanitarną, zwierzęta traktowane są  jak niezbyt cenny towar.

 

W jaki sposób nasi czytelnicy mogą Państwa wspierać?

 

Po pierwsze nie kupować świnek z pseudo-hodowli, tylko adoptować od nas! Zachęcać do tego znajomych,  rozpowszechniać nasze materiały, rozwieszać plakaty, roznosić ulotki.

Można także zostać wolontariuszem, pomagać przy przeprowadzaniu wizyt przed adopcyjnych w swoim mieście, przy transporcie zwierząt do nowych domów, można  też zostać tymczasowym opiekunem dla naszych podopiecznych. Chętnie przyjmujemy  pomoc finansową, która w przeważającej części wydawana jest na opiekę medyczną, karmę i ściółkę.

Zachęcamy do zakupu świnkogadżetów na allegro, przez forum "Caviarnia" lub na festynach. Można również wpłacić  darowiznę na nasze konto lub przekazać 1% podatku na pomoc świnkom wpłacając je na rzecz Fundacji  Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – VIVA! (KRS 0000135274)z wpisaniem w cel szczegółowy dopisku: "na świnki morskie".

 

 

Rozmawiała: Agnieszka Pollak-Olszowska