Specjaliści od fałszywych alarmów

po godzinach | 06.06.2014

© dennisjacobsen
 
W świecie pełnym fałszywych alarmów wygrywa ten, kto lepiej ocenia sytuację i bez potrzeby nie porzuca obiadu. Jak np. ptaki, które dzięki obserwacji intruzów odróżniają faktyczne zagrożenie od sytuacji niegroźnej. Ich reakcje znamy dzięki nowym badaniom, równocześnie prowadzonym w Polsce i Francji.
 
Najeść się i nie zostać zjedzonym - oto, w dużym uproszczeniu, jedno z uniwersalnych praw świata przyrody. Do wynalazków ewolucji sprzyjających przeżyciu zalicza się zdolność do lotu. Możliwość ucieczki w przestworza ma jednak swoją cenę: wymaga od organizmu stałego wysiłku, niezbędnego choćby do utrzymania mięśni w napięciu. Ocalenie kupra przed cudzym kłem lub szponem oznacza też często konieczność porzucenia własnego, z trudem zdobytego posiłku.
 
Choć taka czujność kosztuje, to koszty można minimalizować. Świadczy o tym przykład ptaków, które nie tylko obserwują otoczenie, ale też umieją ocenić, czy obiekt w ich polu widzenia jest groźny, czy prawdopodobnie nie – zauważają prof. Piotr Tryjanowski, dyrektor Instytutu Zoologii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu i prof. Anders P. Møller z Laboratorium Ekologii, Systematyki i Ewolucji na Universite Paris-Sud we Francji na łamach "Behavioral Ecology”.
 
Naukowcy ustalili to badając reakcje tysięcy ptaków w dużych miastach (Poznań i Paryż-Orsay we Francji) i okolic wiejskich. Oceniali dystans ucieczki - odległość, na jaką jedzący lub odpoczywający ptak pozwoli się do siebie zbliżyć, nim zerwie się do lotu. Stosowali przy tym dwie taktyki - "na drapieżnika" (podchodzili do ptaków wprost i zdecydowanie) oraz "na spacerowicza", przechodząc obok ptaków podobnie, jak zabiegani przechodnie mijają gołębie i wróble drepczące na miejskim bruku.
 
"Naukowcy badają zwykle kwestie związane z dystansem ucieczki patrząc na ptaka, idąc w jego kierunku i mierząc odległość, z jakiej ptak zaczyna uciekać. Tymczasem ptaki mają zwykle do czynienia z +normalnymi+ ludźmi - spacerowiczami i ludźmi spieszącymi się do pracy, którzy na ptaki najczęściej zupełnie nie zwracają uwagi i nie stanowią dla nich zagrożenia. My chcieliśmy zobaczyć, czy ptaki rozpoznają te dwie sytuacje; czy stopień rozwoju ich mózgu ma związek z podejmowaniem decyzji o ucieczce, i czy selekcja mogła wyglądać inaczej na wsi i w mieście - zakładając, że na wsi mniej jest spacerowiczów, osób idących do pracy, i w ogóle mniej osób - czyli mniej potencjalnych kontaktów" - tłumaczy prof. Tryjanowski.
 
Inne, opublikowane w 2013 r. badania profesora i jego kolegów z innych krajów Europy pokazały, że ptaki z jednego gatunku, ale żyjące na wsi i w miastach, reagują na intruza odmiennie. Ptaki ze wsi z reguły pierzchały z odległości nieco ponad 13 m, podczas gdy ich kuzyni z miast demonstrowali stalowe nerwy, dopuszczając człowieka na dystans niemal o połowę krótszy (nieco ponad 7 m).
 
Nowe badanie to potwierdziło – i jednocześnie pokazało, że reakcja ptaków zależy od sposobu, w jaki ktoś się zbliża. Reakcja ptaków z miast jest dosyć jednolita. Niezależnie od tego, czy badacz podchodzi bezpośrednio, czy przemyka bokiem, tamtejsze ptaki dopuszczają go do siebie niemal na jednakową odległość. Inaczej jest na wsi. Tam na widok człowieka podchodzącego wprost ptaki zrywają się o wiele szybciej, niż gdy mija się je nie zwracając na nie szczególnej uwagi.
 
W przypadku ptaków żyjących poza miastami taka różnica reakcji gwarantuje bezpieczeństwo - i najwyraźniej się sprawdza, co potwierdza statystyczna analiza danych dotyczących ataków krogulca. Te gatunki, których reakcja na widok "drapieżnika" i "spacerowicza" najbardziej się różni, rzadziej padają ofiarą tego drapieżnika. "Podobnego efektu reakcji nie ma wśród populacji z miast, gdzie ryzyko drapieżnictwa ze strony krogulca jest generalnie mniejsze" - zauważają naukowcy.
 
Każde zwierzę potrafiące w ułamku sekundy ocenić kierunek, z którego zbliża się obcy, zyskuje przewagę – podkreślają autorzy publikacji. Czy to znaczy, że ptaki rozumieją to, co widzą? "Liczy się przede wszystkim to, czy wyciągają wnioski z sygnału dookoła, czyli zbliżającego się potencjalnego zagrożenia. A to najwyraźniej rozumieją" - podkreśla prof. Tryjanowski.
 
Ornitolog zauważa, że w ramach populacji miejskich i wiejskich widać gatunki "mądrzejsze" i "głupsze", które lepiej lub gorzej oceniają faktyczne zagrożenie. "Na szczycie listy ptaków inteligentnych są krukowate, np. kawka, wrona, sroka. One chyba najlepiej czytają intencje... Ale nawet szpaki i kosy chyba takie sygnały rozumieją... Raczej słabe są za to łuszczaki, reprezentowane np. przez dzwońce i makolągwy. Dla nich człowiek to po prostu człowiek" - mówi.
 
Już wcześniej dowiedziono, że siedzące na drodze wrony rozróżniają, kiedy auto zbliża się po ich pasie (stwarzając zagrożenie), a kiedy po pasie przeciwnym (niegroźnie). Ptaki widzą też różnicę pomiędzy szybko jadącym autem, które znajduje się blisko, ale ptakowi nie zagraża - a jadącym nieco szybciej, które może go przejechać.
 
zan/ mrt/
 
źródło: www.naukawpolsce.pap.pl